Yaseuka
czyli
historyjka bożonarodzeniowa


"Mędrcy ze wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: Gdzie jest nowo narodzony Król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na wschodzie i przyszliśmy oddać Mu pokłon." [Mt 2,lb-2]

Królowie ruszający w kierunku gwiazdy są biblijnym dowodem na to, że ziemia jest okrągła. Wyobraźmy sobie jednak, że Mędrcy ze Wschodu przybyli z południa i nie musieli okrążać globu...



Występują [porządek chronologiczny]:

Mc - Anioł Marceli,

Md - Anioł Modest,

Sp - Anioł Symplicjusz,

K1 - Król Pierwszy,

K2 - Król Drugi,

K3 - Król Trzeci,

Jf - Józef,

Ma - Maryja,

Gp - Gospodarz z Betlejem,

Hd - Herod,

Dc - Doradca Heroda,

An - Zastępy Aniołów.



Wszelkie podobieństwo osób i wydarzeń zachodzi celowo,
z zupełną premedytacją autora, przy ogromnym nakładzie jego sił i czasu.





Prolog

Usiądźcie wygodnie, przemili ludzie, wsłuchajcie się w słowa o wielkim cudzie, jaki się zdarzył na Bliskim Wschodzie: Mesjaszu, Maryi, Józefie, Herodzie, przybyłych z południa Królach ze Wschodu. Wsłuchajcie się proszę z tego powodu, że to historia wielkiej miłości - nikt nigdy nie kochał w dziejach ludzkości, jak Bóg Wszechmocny, co stał się człowiekiem i przyszedł na świat w zgarbionej wiekiem żydowskiej stajni. Wsłuchajcie się choćby, dlatego przynajmniej, że to opowieść pełna radości. Jeśli rozbawi was jakiś dowcip, śmiejcie się z nami. Wsłuchajcie się, proszę, już zaczynamy.



AKT 1szy scena 1sza: anieli

W dalekim Betlejem na bliskim Wschodzie, po skrzydłach sądząc i po urodzie, stali anieli: Modest, Symplicjusz oraz Marceli. Odziani w bieli, jak mieli w modzie, z fryzem jak złoto, wysłani po to, by znaleźć schronienie dla Pana Nieba, gdy przyjdzie na ziemię. Potem, gdy zajdzie potrzeba, na skrzydłach Go nosić, żeby swej stopy nie zranił na jakimś głazie. Na razie znaleźli stajnię, która formalnie stanowiła sypialnię żydowskiej trzody. Mimo to jednak istniały powody, dla których była lepsza niźli pałace czy złote apartamenty - to właśnie w stajni miał rodzić się Święty Syn Najwyższego. Do tego wszystkiego zdołali wysoko zawiesić gwiazdę, mającą przyciągnąć króli, którzy przyjazdem swym Bogu w pieluchach hołd złożyć mieli. Jako, że misja z wolna dobiegła końca, nasi anieli siedzieli teraz na miękkiej trawie, sycili swe oczy zachodem słońca, ciężką swą pracą zmęczeni [prawie].



Mc: Cudownie... - westchnął Marceli myśląc o słońcu.

Md: No pewnie. Wiedział Stwórca, co czyni, w końcu, gdy wyrzekł słowa: "Niechaj się stanie !"

Sp: A propos "stanu" - problemy z gwiazdą, drogi Modeście?

Md: Nie było styku, lecz działa nareszcie.

Mc: Nieczyste styki... - westchnął Marceli.

Sp: By diabli wzięli! - dodał Symplicjusz.

Md: Przecież mówiłem, że działa już! - wybuchnął Modest - stanąłem na podest, przetarłem watą ze spirytusem, złączyłem
minus, jak trzeba, z plusem...

Sp: To tylko brzmi prosto - stwierdził Symplicjusz - geniuszem jesteś, Modest, i już!

Md: Przesadzasz...

Mc: Ta twoja skromność zacny Modeście...

Md: Co u was?

Sp: Ja załatwiłem sprawunki w mieście: kupiłem siano, a stolarzowi zleciłem żłóbek - będzie na rano.

Mc: Ja poprawiłem konstrukcją sufitu, a dziury w dachu z pomocą kitu zatkałem dokładnie.

Md: To bardzo ładnie. Może się rodzić nam Dziecię Boże?

Sp: Wszystko gotowe. Myślę, że może.

Mc: No to szczęść Boże! - zwieńczył Marceli.

Niedługo potem nasi anieli rozpiąwszy skrzydła unieśli się w górę. Po chwili zniknęli z oczu wniknąwszy w chmurę, która skrywała bramę do nieba.



scena 2ga: trzej królowie

Przenieść się trzeba nam nieco w czasie i na południe. Nastało południe w dalekim Sudanie. Na miękkim dywanie siedział król Pierwszy - jadł drugie śniadanie: raczej na twardo trzy jaja strusie, figi suszone na chińskim bambusie, przecier z marchewek z domieszką banana, suszone mięso młodego pawiana, szaszłyk z wielbłąda - prosto z Kairu, wędzone pstrągi z dorzecza Nilu, na deser frykasy i budyń z Mombasy, schłodzone nieco chłodziarką starą lody z wierzchołka Kilimandżaro w pysznej polewie i pyszne kakao. Wokoło króla to wszystko stało zajmując całą powierzchnię podłogi, a król nasycon wyciągnął nogi, aby wygodnie wspominać dania wchodzące w menu pierwszego śniadania. Miłe wspomnienie po smacznym pstrągu przerwało subtelne tąpnięcie gongu i wszedł król drugi. Stanowczym gestem oddalił sługi i usiadł wygodnie na miękkim dywanie.

K2: Witaj Pierwszy, stary kompanie.

K1: Witaj Drugi, mój druhu drogi. Cóż cię sprowadza w me skromne progi?

K2: Sprawa to pilna i niesłychana: gdy dzisiaj wstałem, dostałem wieść od Trzeciego, z samego rana.

K1: Cóż to za wieści?

K2: Dostałem tabliczką o takiej treści: "Abdullah, astronom króla, dzisiejszej nocy wykrył obecność przedziwnej gwiazdy, o jakieś 10 dni jazdy w kierunku północnym..."

K1: Cóż, gwiazda jak gwiazda - zwykłe zjawisko...

K2: Pozwól mi skończyć, to jeszcze nie wszystko! Podobno gwiazda, jak twierdzi Abdullah, zwiastuje nadejście nowego króla w żydowskim narodzie!

K1: Wreszcie odmiana, bo o Herodzie słyszeć już nie chcą, ani nie mogę!

K2: Dlatego trzeba wyruszyć w drogę! Hołd trzeba złożyć nowemu koledze...

K1: Toż to daleko...

K2: 10 dni jazdy? Niczym przez miedzą! Szykuj wielbłąda!

K1: Jakiego wielbłąda?! Lektyki żądam!

K2: Wybij ty sobie lektyką z głowy. Szykuj wielbłąda, masz być gotowy za jakąś godzinę. I weź ze sobą hojną daninę. Ja chcę dać mirrę, a Trzeci złoto.

K1: Ale wielbłądem...

K2: Iść chcesz piechotą?

K1: A prowiant na drogę?

K2: Prowiant przyrządził mój kucharz, Ali.

Wstał po tych słowach i wyszedł z sali. Jakiś czas później byli już w trasie.



scena 3cia: Maryja, Józef i osioł.

Zróbmy więc w czasie oraz w przestrzeni niewielki przeskok. Oto za krokiem krok w kierunku Betlejem bieżył Józef ze swoją małżonką. Maryję dźwigało bure zwierzątko - z gatunku osioł i osioł z natury. Lichej postury szczęśliwy, że może dźwigać to św. ciało, które choć słomką mu się wydało, stopniowo jednak zaczęło ciążyć - najświętsza pani była wszak w ciąży - szedł więc powoli kołysząc zadem. Za jednym przysiadem niósł na barana Królową Świata i Niebios Pana.

Jf: Prrr! Stój ośle drogi! Zatrzymaj się, złap nieco oddechu, wszak do Betlejem już pół dnia drogi. Nie ma pośpiechu.

Pomógł Maryi zsiąść z osła na ziemię, który poczuwszy, że znikło brzemię, które od rana nosił na grzbiecie, westchnął głęboko i ryknął czule - poczciwa kobyła była zeń przecież.

Jf: Jak się masz kochanie? - zapytał Józef

Ma: Dobrze. Spójrz, mężu: naszego osła bierze na spanie!

I rzeczywiście, w zieleni traw, rozkosznym cieniu, poległo bydlę poddając zmęczeniu swą oślą wolę. Spełniwszy wzorowo rolę tragarza spał teraz jak suseł, co osłom się zdarza. Usnęła także Maryja na męża kolanach. Józef zaś czujny w modlitwach do Pana wyrażał wszystkie swoje obawy w nadziei, że Bóg łaskawy nie odmówi im swojej pieczy. Rozmyślał pochmurny nad stanem rzeczy w kłębach zadumy, z grymasem frasunku.

Jf: Jeżeli tłumy zmierzają w tym samym kierunku - bo wszyscy zdążali w celu zapisu - może wystąpić rodzaj kryzysu, kiedy nadejdzie noclegu pora... Jeżeli chcemy dojść do wieczora, trzeba wyruszać - dodał po chwili.

Obudził Maryję, posadził na osła i znów ruszyli.



AKT 2gi scena 1sza: Betlejem

Gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz Pierwszy, po raz pierwszy odbył się wielki spis, którego istotą był wymarsz piechotą do miejsca pochodzenia w celu rejestracji. Z tej racji, że pomysł nosił znamiona powodzenia, aktualny władca w przypadku kaprysu ogłaszał spis, więc w celu zapisu wyruszał cały naród by wziąć udział w Wielkiej Inwentaryzacji. Z racji, że ród Dawida pochodził z Betlejem w Judzie, w pielgrzymim trudzie zmierzał tu także Józef wraz z swoją żoną.

W centrum Betlejem, pod nocy osłoną, grubo po zmroku, wciąż tupot kroków rozlegał się wkoło, gdzieniegdzie zgrzytnęło żelazne koło toczące się prędko po krzywym bruku. Do huku ulicy dołączał rumor sprawiany przez tych, którzy znaleźli już nocleg. Im dopisywał humor, bo mieli łoża w ośrodkach wszelkiego rodzaju. Z całego kraju ściągnęły tłumy, a więc o łóżko było niełatwo - tu jakiś Żyd wraz z całą dziatwą, tam inny Żyd pięterko zajął... Józef więc kroczył ze zmęczoną Marią od domu do domu - nie było już dla nich miejsca w gospodach.

Ma: Ach, szkoda, że szliśmy tak bardzo powoli, trzeba było więcej pośpiechu. – westchnęła Maryja.

Jf: Kochanie – rzekł Józef – pośpiech zabija... Zwłaszcza Tobie potrzebne było wytchnienie. Znajdziemy schronienie. Bóg nie wyrzucił nas ze swej pamięci! Niech w naszej sprawie wspomogą nas wszyscy święci, niech św. Antoni pomoże nam znaleźć pokój...

Ma: Antoniemu, człowieku, daj jeszcze spokój. Trzynaście wieków trzeba poczekać na jego wsparcie...

Jf: Próbujmy uparcie, znajdziemy nocleg nareszcie.

Ma: To chyba ostatnia gospoda w tym mieście - rzekła Maryja wskazując dom z szyldem "U Izaaka. Przybyszom szalom!"

Jf: Niech Bóg nas wspomoże.

Ma: Zobaczysz kochanie, znajdziemy łoże.

Józef podszedł do bramy i zakołatał. Po chwili ciszy, niczym zza świata, zabrzmiał zaspany, ochrypły wokal:

Gp: Precz! Mam komplet! Zamknąłem już lokal!

Jf: Szanowny panie, jesteśmy strudzeni...

Gp: To nic nie zmieni! Łóżka zajęte, śpią moi goście, więc wy się wynoście!

Ma: Niechże pomoże nam pan w Imię Boże. Jesteśmy zdani na pana wolę... Możemy spać i w stodole, tylko niech pan nie każe nam spać na ulicy. Nikt w okolicy nie chciał udzielić nam na noc schronienia.

Gp: To także jeszcze niczego nie zmienia. Lecz wiedzcie, żem człowiek pełen miłości. W pobliżu Betlejem mam pewne włości: płotu kawałek i starą stajnię. Tam się rozłóżcie na tę noc przynajmniej.

Ruszyli więc zaraz, bo sen ich morzył.

Tak to plan Boży spełniał się nieustannie. Maryja z Józefem znaleźli sypialnię, którą anieli stworzyli ze starej szopy.



scena 2ga: Herod

My zaś przenieśmy się tam, gdzie tropy króli wiodą nas w stronę Syjonu. Ze swego tronu Herod trząsł całym krajem: Judea, Idumeą, Samarią, Galileą i Syrii skrajem. W swoim pałacu z pięknego marmuru, za ścianą murów chyba czterdziestu, dwudziestu zbrojowni - na oręż składów, fosą pełną żarłocznych gadów i krokodyli, za palisadą z ostrych jak nie wiem badyli, mieszkał - król znany z gnuśności, bystrości umysłu raczej w niewielkim stopniu i okrucieństwa. W przypływie lęku o swoją koronę, zabił rodziców, resztkę rodzeństwa i swoją żonę, trzecią z kolei. Ci, którzy kontakt z monarchą mieli, znali jego kaprysy, zmiany nastrojów. Ku zwojom strojów z odległych krajów zwykł zwracać swoje uczucia, a także ku jadłu, napojom, gumie do żucia, niewieście, co wdzięki swe roznosiła po dworze, w nadziei, że wreszcie, być może, na niej spocznie dziś wzrok królewski a nie na innej akurat kobiecie, słowem ku wszystkim znanym na świecie uciechom prawie. W każdej sprawie się radził swego doradcy, który z racji, że umysł władcy był raczej wątłej struktury, serwował królowi kompletne bzdury schowane za płaszczem demagogii i trudnej leksyki. Czasami stosował pochlebstwa zastrzyki, od czego miękczał i tak miękki już mózg Heroda. Dla pełniejszego obrazu dodam, że sen z powiek spędzała mu wieść, że w wyniku zgonu na rzecz mesjasza wyrzec się będzie miał swego tronu i to jemu należną cześć oddawać będzie lud. Król więc cały swój trud wkładał w eliminację potencjalnej konkurencji, a że w tej konkurencji, był mistrzem świata, stał się sam wkrótce sierotą i wdowcem, bez siostry czy brata.

Przybyli z południa Mędrcy ze Wschodu dotarli do Jerozolimy około północy. Nie chcąc sprawiać zbytniego zachodu, byli gotowi spać raz jeszcze na dworze. Herod uznał jednak, że tak być nie może, liczył bowiem na hojne podarki, przeznaczył dla królów po pięknej sypialni. Przez swego herolda także oznajmił, żeby spotkali się rano w królewskim basenie. Tak też się stało.

K1: Czy nie za zimna? - spytał Król Pierwszy stojąc na słupku.

K3: Stary, marzenie...

K2: Skacz wreszcie, głupku! - Król Drugi rzekł niecierpliwie.

K1: Skoczę niewątpliwie, gdy tylko się zdecyduję na rodzaj skoku...

K3: Najwięcej uroku ma skok "na Heroda"!

K1: A jak to?

K3: Skaczesz do góry i spadasz jak kłoda.

Tuż po tych słowach zjawił się Herod w różowym szlafroku, z czepkiem na głowie, z kółkiem u boku i dwiema płetwami, za nim z długim bosakiem się zjawił doradca, gdyż władca czasami miał zwyczaj tonąć. Herod zdjął szlafrok, stanął na słupku i chlupnął jak kłoda.

K3: Witamy Heroda! - krzyknął Król Trzeci

K2: Herod, jak leci? - zawołał Drugi.

Lecz Herod czas długi nie chciał wypłynąć na wody powierzchnię. Doradca natychmiast zdjął wdzianko wierzchnie, szukając w popłochu swego bosaka jął na bosaka gonić wokoło. Herod jednak wypłynął trzymając czoło swą tłustą dłonią.

Hd: Gwałtownie zderzyłem się z wody tonią... Czasami bywa zbyt twarda ta woda.

K1: Więc tak wygląda "skok na Heroda"?!

Hd: Co was sprowadza, szanowni króle?

K3: Gwiazda (w ogóle).

Hd: Więc 10 dni jazdy z powodu...

K2: ... z powodu gwiazdy - dokończył Drugi, gdyż strugi wody zalały Heroda, gdy "na Heroda" doradca wskoczył do wody.

K3: Mamy powody, by sądzić, że gwiazda oznacza nowego króla w Izraelu.]

K1: I co ty na to mój przyjacielu? - rzekł Pierwszy do króla Heroda.

Herod z którego wciąż jeszcze spływała strugami woda spojrzał znacząco w stronę doradcy. Doradca podpłynął do swego władcy i rzekł coś mu na ucho. Herod zaśmiał się głucho i bardzo nieszczerze:

Hd: Ja coś wam jakoś raczej nie wierzę...

K2: W naszej ojczyźnie, czyli Sudanie, od wieków wśród ludu krąży podanie, że gwiazda oznajmi nadejście Mesjasza.

Hd: Że niby co ta gwiazda ogłasza?! Co powiesz na to nadworny doradco? Czy gwiazda oznacza, że ja przestaną być władcą?

Dc: Czytałem kiedyś coś w Izajaszu - coś o panience, Betlejem, Mesjaszu... Słowem królu, rzekłbym: być może...

Hd: Przestano być królem? To straszne, mój. Boże!

Wstrząśnięty tą myślą zasłabł na chwilę i opadł pod wodę, lecz jego doradca złapawszy za brodę, wyciągnął go na wierzch i rzekł w takich słowach:

Dc: Spokojna głowa! Być może nasi goście są przecież w błędzie. Najlepiej będzie sprawdzić, gdzie gwiazda świeci. Każę zresztą sprawdzenie tej sprawy natychmiast zlecić.

Wstał po tych słowach i wrócił po chwili.

Hd: Wracasz zbyt szybko - złe wieści przynosisz czyli?

Dc: Niedobre mieści: możliwie krótko spróbuję je streścić: gwiazda świeci wprost nad Betlejem.

Hd: Ja się zaleję...

Mówiąc te słowa na powrót głowę pod wodę schował, lecz się wynurzył, gdy brakło mu tlenu.

K2: Nie znamy terenu. Czy zechcesz pójść z nami i wskazać nam drogę?

Hd: Pójść teraz nie mogę, bo... - lecz nie mógł znaleźć żadnego powodu. - Nie ma powodu, bym ruszać miał z gośćmi. Znajdziecie Betlejem bez większych trudności.

Dc: Wróćcie tu potem, by także król Herod się skłonić mógł swemu następcy.

Do króla zaś szepnął z miną przestępcy:

Dc: Niech pójdą przed tobą i znajdą bachora, wtedy zaś przyjdzie na ciebie pora... i pójdzie śladem twojej rodziny...

Hd: Słowem, gdy zazna mojej daniny, dzieciak snem wiecznym zaśnie?

Dc: Tak będzie właśnie.

Herod odetchnął z ulgą i rzekł do króli z grymasem radości:

Hd: Muszę pożegnać już moich gości. Wpadnijcie koniecznie w powrotnej drodze. Srodze jestem teraz zajęty - za chwilę odwiedzam salon urody.

Skłonił się królom i wyszedł z wody.



AKT 3ci scena 1sza: w drodze do Betlejem

Kiedy minęło południe, a z nim żar lejący się z nieba, królowie uznali, że znów trzeba im zmierzać się ze szlakiem. Ruszyli więc wkrótce z całym orszakiem, który się składał jedynie z dwudziestu wielbłądów, przybocznej straży, muzyka, dentysty i czterech kucharzy. Przygodni ludzie z podziwem na twarzy patrzyli na nich idących w kierunku gwiazdy, do której było już teraz tak bardzo blisko. Z każdym krokiem rosła ich radość, że mniej jest już jazdy, a nade wszystko, że dalej od króla Heroda.

Słońce już zaszło, lecz cała przyroda, tonęła w cudownym blasku. Ziarenka piasku, niczym kruszyny kryształu mieniły się pod ich stopami. Czasami słyszeli muzykę spływającą z góry, a rzadkie chmury zdawały się skrywać chóry genialnych śpiewaków, miejscami, to głosy ptaków wiły melodie, które tworzyły pokój w ich duszach.

K3: Piękne, prawda? - szepnął Król Trzeci widząc, że Pierwszy się wzrusza.

K1: Dziwnie się czuję, jakoś podniośle. Sam nie wiem dlaczego.

K3: Dzieje się tutaj coś bardzo ważnego.

K2: Już niedaleko - rzekł Drugi przejęty.

K1: Jak myślisz, ten król, co się narodził, to rzeczywiście Święty?

K3: Masz wątpliwości?

K1: No, nie mam pewności...

K2: Miałeś gwiazdę nad swoją kołyską? A może było inne zjawisko? Czy ptaki śpiewały z okazji Twoich narodzin? Coś z takich rzeczy? Ani ja ani Trzeci, nikt z naszych rodzin, nie był zapowiadany przez Bożych proroków...

Wtem nagle z nieba, spomiędzy obłoków spłynęła postać z białymi skrzydłami, do drżących króli kierując słowa:

Mc: Pokój Boga niech będzie z wami. Nie zrobię wam krzywdy, jestem aniołem!

K1: Skąd się tu wziąłeś? - rzekł Pierwszy z mozołem. Pierwszy raz w życiu rozmawiał z aniołem, dlatego nie wiedział co mówić trzeba.

Mc: Spadłem wam z nieba - rzekł anioł wesoło, śmiech tłumiąc nie bez trudności -przybyłem by rozwiać twe wątpliwości! Przynoszę wam dzisiaj dobrą nowinę: dziś właśnie się spełnia zapis proroczy: na własne oczy ujrzycie Dziecinę Boga! Czyż nie jest to najlepsza ze wszystkich nowina? Bóg zesłał swojego Syna na świat z miłości do tego świata! Na nowo ziemię Bóg z niebem brata!

K1: Więc król, który narodził się w Izraelu...

Mc: Jest twoim Bogiem, mój przyjacielu! Wciąż jeszcze mi nie wierzycie?

K3: Bóg nasz?

K2: Stworzyciel?

Mc: Tak jest dokładnie!

K1: No, ładnie, ładnie... A myśmy koledze hołd złożyć chcieli.

K2: Będziemy mieli okazję hołd złożyć Bogu! Uwierzyć nie mogę...

Mc: To chodźcie za mną, wskażę wam drogę.

Słowami tymi skończył rozmowę, uniósł się w górę i ruszył przed nimi.



scena 2ga: Mesjasz

Królowie sądzili, że ujrzą zamczysko bogate w rozległe włości, lecz szli ku stajni grzbiet swój chylącej pod garbem starości. Wokoło szopy klęczeli pasterze - ci ludzie prości, wzruszeni szczerze pierwsi przybiegli powitać Pana, którego teraz wielbili na swych kolanach, a przy nich stada owiec i wołów. Nad dachem szopy chóry aniołów śpiewały hymn głosem pełnym jedności:

An: Chwała Bogu na wysokości, a ludziom, których upodobał sobie na ziemi pokój!

Królowie niemi od tego widoku, aniołów śpiewu i szopy wyglądu, zsiedli powoli ze swych wielbłądów i zdjęli skórzane sakwy, w których ukryte były ich dary.

K3: Wprost nie do wiary, by tu chciał rodzić się Pan Wszechświata.

K2: Ta nędzna chata kolebką stała się Bogu?

K1: Zobaczcie w progu stoi nasz anioł! Kiwa byśmy weszli do środka.

Przyjemnie słodka woń unosiła się we wnętrzu szopy. Trzymając Dziecię na swojej piersi Maryja balsamem maściła mu stopy. Leżała wygodnie na miękkim sianie, obok niej siedział Józef, za którym jakby na drugim planie stali anieli: Modest, Symplicjusz oraz Marceli. Królowie po wejściu padli na twarze.

K2: Potężny Panie! Pozwól, że się odważę mówić do Ciebie: Tyś władcą ziemi, Tyś Panem na niebie.

K3: Padamy na twarz przed Tobą, bo Tyś jest Święty!

K1: I mamy dla Ciebie ładne prezenty... - wyrwał się Pierwszy podnosząc z podłogi swe pulchne ciało.

K2: Stosownym gestem nam się wydało przywieźć Ci dary - rzekł na to Drugi, zły na Pierwszego.

K3: Mirrę, kadzidło...

K1: I złoto do tego - znów wyrwał się Pierwszy.

Jf: Nie trzeba nam złota. - W imieniu Dziecka rzekł Józef na to - Jesteśmy rodziną niezbyt bogatą, lecz nasz majątek tkwi w silnej wierze.

Ma: Niech wasze prezenty wezmą pasterze. Przynieśli nam mleko i trochę sera.

K1: Czy mógłbym teraz... Czy mógłbym może...

K2: O dobry Boże! - westchnął Drugi widząc, że Pierwszy usiadł na sianie.

Ma: Czy chciałbyś panie, potrzymać Dzidziusia? - rzekła Maryja patrząc na męża.

Jf: A nie upuścisz? - widząc, że król przejęty mięśnie napręża ze śmiechem dodał - W porządku, myślę, że możesz.

K1: O dobry Boże! - rzekł szeptem podnosząc Dziecinę z jej matki łona.

Gdy tylko spoczęła w jego ramionach, jak nigdy przedtem poczuł się mały i nie czuł się wcale już wielkim królem, a tak w ogóle ujrzał, że jego samego trzyma w swych dłoniach ta mała Dziecina, którą przed chwilą wziął w swoje ramiona. Poczuł, że kiedyś na krzyżu skona, że zmartwychwstanie i kiedyś na ziemię powróci w chwale. Dziecko w tym czasie płakało wytrwale, więc adorację przerwała Maryja:

Ma: Wybaczcie królowie, czas szybko mija - wkrótce nadejdzie moment kolacji...

W tej sytuacji królowie nie chcąc już dłużej sprawiać kłopotu ruszyli pospiesznie do swoich namiotów. Po drodze anioł rozkazał im jeszcze srogo:

Mc: Wracajcie do domu najkrótszą drogą. Nienawiść Heroda jest tak wezbrana i tak mu zależy, by zabić Pana, że wyśle tu armię swoich żołnierzy, gdy pozna miejsce Jego urodzenia.

K3: To planów naszych i tak wcale nie zmienia. Powrotu do niego nie mieliśmy w planie.



Epilog

Dziesięć dni później w dalekim Sudanie leżał Król Pierwszy w swym miękkim łożu. Włożył na siebie piżamkę w arbuzy i nucił piosenkę, którą ułożył nadworny muzyk, kiedy kończyli swoją wycieczkę. Już bardzo śpiący zgasił swą świeczkę, która stała na nocnej szafce i raz jeszcze zaśpiewał z cicha:


Cicha noc, święta noc wszystko śpi, atoli

Czuwa Józef i Maryja, niech więc Boska ich dziecina

W błogim pokoju śpi.

Cicha noc, święta noc, Tobie cześć chcemy nieść,

Boś pastuszkom oznajmiony przez anielskie Alleluja

Jezu witamy Cię.

Cicha noc, święta noc, Boże nasz, serca masz,

Radość sprawia nam nowina, że nadeszła ta godzina

W którejś narodził się

   

Odwiedziny od maja 2003: [13156]
Myśli Bieżące:: [211]
Zeznania: [1119]

Same Bzdury

Apoezje: [7]
Wierszydła: [21]
Animalizacje: [5]
Bzdury Właściwe: [8]
Dramaty: [2]

Małżeńskie Dialogi Około Północy: [80]
Rozmowy z Dzieckiem: [52]
Mjuzik: [9]
C[z]ytaty: [030725]
Garfield codzienny
Konotacje: [17]
Zdjęcia Tymona
Dodaj do ulubionych

 
Same Bzdury
Czasami coś przychodzi do głowy.
Czasami nie.
Czasami lepiej,
żeby nie przychodziło...
Wybierz dramat: